Przychodzę do was z obrzeży, z półświata, dyszę odrazą do życia bez zasad. Dyszę milczeniem co mą wsciekłość tłumi i krzyczę krzykiem co wywraca trumny...
Kategorie: Wszystkie | 1. Radia | 2. Audycje | 3. Muzycy | 4. Inne | 5. Archiwum
RSS
środa, 04 grudnia 2013
Nie lubimy

...

...

01:41, ksanthos_trelos , 3. Muzycy
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 14 października 2013
Od wielce szanownego gościa prawie do burej suki...

No i cóż, długo nie trzeba było czekać... Teraz to już nie tylko projekcja i przeniesienie pasują jak ulał, ale i schizofrenia. Typowe objawy, omamy i urojenia oraz negacja lub wręcz dopatrywanie się poważnych zaburzeń psychicznych w każdym innym człowieku, który ośmielił się zwrócić uwagę na fakt przekonań o rzekomej realności zdarzeń, które nigdy nie miały miejsca, niźli szukać ich w sobie samym. W każdym razie mechanizmy obronne owa pani stosuje (nieświadomie) od zawsze. Na temat choroby nie będę się wypowiadać, bo nie posiadam odpowiednich kompetencji. Jedynym, czego jestem pewny jest fakt istnienia dla nienawiści, która staje się sensem życia. I jeszcze ta cudowna wręcz wiara we własną nieomylność. Ideał... Nienawiść wyniesiona z dzieciństwa wobec bardzo bliskiej osoby, z którą do tej pory konflikt nie został zażegnany i trwa, przenoszona na inne osoby. Książkowy wręcz przykład postawy Ja jestem ok - ty nie jesteś ok. (Nieco więcej na ten temat tutaj.)

No dobrze, to teraz sobie przypomnijmy, jak to było... Najpierw pojawił się nieco tajemniczy wpis na tymże blogu (poniżej). Nadal jest aktualny, ale jak to w życiu bywa, wcześniejsze plany nieco się pokiełbasiły. Objawy wtórnej choroby wynikającej z mojego - jak to Lady W. ujęła - kalectwa rozregulowały się zagrażając zdrowiu, wobec czego priorytetowym zadaniem okazało się przyspieszenie wizyty w klinice, a tymczasową emigrację trzeba było przenieść na inny termin. Stąd mamy tydzień poślizgu. Oczywiście Lady W. wiedzie życie wymarzone, co sobie zaplanuje to jej się spełnia, nikt i nic nie mąci jej zamiarów. Wybaczamy więc drobne faux pas dotyczące nieumiejętności wyobrażenia sobie, że inni nie zawsze wiodą aż tak idealny i poukładany żywot, zwłaszcza gdy mieszają im w nim czynniki od nich niezależne. Wybaczamy również pełne polotu fantazjowanie, które możemy prześledzić tutaj. Wybaczamy i dziękujemy za przednią rozrywkę.

Szczerze wątpię, czy ktokolwiek śledzi idiotyzmy wyssane z palca oprócz kilku miłośników dysfunkcyjności, lecz na wszelki wypadek sprostujmy tę lekturę. Jeśli chodzi o skargę - opisałem jedną. O jakichś głębszych czy nawet najgłębszych konfliktach nic mi nie wiadomo. Szefowej Kangurka również. Ale wiadomo o nich Lady W.! Wniosek - ktoś tu próbował nieźle zmanipulować innego prezentera i nawet przez moment sądził, że się mu to udało. W żaden inny sposób - wobec powyższych danych - nie mógł wejść w posiadanie takiej wiedzy. Kolejna sprawa. Owszem, w radiu Kangurek - najnormalniejszym, z jakimi miałem do czynienia - już się na mnie poznali. Do tego stopnia, że pomimo iż gościnnie w nim się nie nadaje - mnie taką ofertę zaproponowano. Może lubią ośmieszać manipulantów, może z innych powodów... Nie mnie o tym sądzić. Kto nie wierzy, niechaj poczyta komentarze pod rzeczonym wpisem. Do tych ostatnich jeszcze wrócimy.

Co się zatem wydarzyło? Ośmieszeniu się Lady W. dopomógł zapewne ten sam wredny los, który i w moich planach namieszał. Z radia Kangurek, wobec zbliżających się planów, odszedłem SAM. Po prostu przez najbliższy czas nie będę mieć możliwości nadawania audycji, a potem jeśli możliwość się zdarzy, to raczej do wykorzystania natychmiast. Tymczasem Kangurek układa ramówkę z tygodniowym wyprzedzeniem. Oczywiście z radiowania całkiem rezygnować nie zamierzam, wobec czego wraz z odejściem planowałem zaciągnięcie się do innego radia, by gościnnie pograć wtedy, kiedy będę mógł i gdzie w ramówkę można się wpisywać samodzielnie w dowolnej chwili. Wszelkie propozycje nadsyłane gdy jeszcze byłem w ekipie Kangurka - odrzucałem, pozostając wiernym i lojalnym jak to mam w zwyczaju wobec radia, w którym aktualnie jestem. Kiedy odszedłem, wybrałem tę ofertę, która wydała mi się najbardziej interesująca i bezpieczna. Owszem, fakt że znam właścicieli nie od dziś ma spore znaczenie. Przynajmniej wiem, z kim mam do czynienia. Ten wredny los podarował mi tydzień laby, więc pograłem troszkę w nowym miejscu. A co się będę obijał... Tydzień minął, wizytę w klinice odhaczyłem, a jutro zamierzam bezzwłocznie przejść do realizacji planów emigracyjnych. Zapowiadana przerwa w nadawaniu nastąpi więc. Powrót prawie na pewno również.

A co z tym wszystkim wspólnego ma tytuł notki? No cóż, kiedyś ostrzegałem, że komentarze u Lady W. należy zostawiać wyłącznie zgodne z jej punktem widzenia. W przeciwnym wypadku staniesz się kolejnym obiektem nienawiści i nieumiejętności panowania nad wywołującymi ją emocjami. Wejdźmy w komentarze u Lady W. i przestudiujmy je. Szefowa Kangurka z początku bywa witana i nazywana Wielce Szanownym Gościem. Szacunek ów bardzo wyraźnie blednie po pozostawieniu komentarza niezgodnego z oczekiwaniami autorki bloga. Tak się Lady natyrała, tak manipulowała, tak intrygowała, tyle skarg na mnie podsyłała (wespół z szefostwem Scyzoryków), a tu zonk! Kolejna wymiana zdań i po szacunku do tak wyśmienitego gościa ani śladu, natomiast mamy wyraźną i nieukrywaną obelgę dotyczącą wieku rozmówczyni („jaka stara, taka głupia“...). Do burej suki co prawda nie doszliśmy, bo na szczęście ktoś okazał się mądrzejszy i w porę przerwał tę nic dobrego nie wnoszącą i nikomu niepotrzebną pyskówkę ze strony zawiedzionego i urażonego wampira emocjonalnego.

Jak się ma opinia byłej mej szefowej do prawd objawionych w nienawistnym zwidzie Lady W.? Pytanie retoryczne. Kto potrafi myśleć - sam zobaczy.

16:19, ksanthos_trelos , 4. Inne
Link Komentarze (3) »
niedziela, 06 października 2013
Wpis pozytywny i nieco tajemniczy

To się porobiło. :D

Zmiany nadchodzą wielkimi krokami. Zwłaszcza w życiu realnym. Co rzutuje automatycznie również na to wirtualne.

Tajemniczo tylko rzeknę, że z radiowaniem chwilowo koniec. Zamiast wyjaśnień pozostawiam pole do popisu fanatykom fantazjowania i zmyślania możliwych opcji. W które zresztą automatycznie zazwyczaj i święcie wierzą.

Po owej chwili planuję powrót, na innych zasadach i w innym miejscu. Dlaczego? Patrz wyżej...

I to w sumie tyle.

 

***

 

W przeciwieństwie do starego bloga komentarze tutaj pozostawiam włączone. Owszem, każdy jest pewną formą manipulacji, bo ingeruje w pierwotny sens notki, ale co tam. Może przy okazji dowiem się co znaczy nowomowa: Komentarz pozytywny i/lub negatywny. Pozytywna lub nie może być opinia czy ocena; komentarz jest jedynie formą wyrażenia jej i nie stopniuje się go na tej samej zasadzie. Tak samo, jak nigdy nie spotkałem się z określeniem bycia w ciąży męskiej lub ciąży żeńskiej. Urodzić można dziewczynkę albo chłopca, a niekiedy nawet hurtem parkę, ale ciąża to ciąża i nie stopniuje się jej pod względem płci płodu. Mam nadzieję, że będzie przy czym śmiać się do rozpuku po powrocie albo i z przyczajenia. :D

Z góry tylko uprzedzam, że nie mam zamiaru ani teraz, ani nigdy odnosić się osobiście do komentarzy niektórych osób. Normalni, dojrzali i poważni ludzie nie mają zwyczaju wdawać się w pyskówki, pomimo usilnych starań co niektórych indywiduów, zwanych potocznie prowokacją. Starań, nie indywiduów. Tych ostatnich nazywamy inaczej. Pewnie dlatego w pewnym miejscu tak niewiele można uświadczyć „komentarzy pozytywnych“...

23:18, ksanthos_trelos , 4. Inne
Link Komentarze (20) »
piątek, 04 października 2013
Emocjonalne (i/lub intelektualne) dziewictwo

Odnoszę dziwne wrażenie, jakby w ostatnich tygodniach przybyło w sieci donosicieli, intrygantów, furiatek i innej maści desperatów szukających dodatkowych emocji. Tak jakby realna choroba nowotworowa babci, rozwód ciotki, własne problemy finansowe, dociekanie z kim zaszła czternastoletnia wnuczka brata czy wygrana w Lotto szwagra kuzynki sąsiadki córki syna z drugiego krańca kraju nie wystarczyly...

Szefowa pyta mnie dziś, dlaczego moją wczorajszą wieczorną audycję prowadziła za mnie koleżanka redakcyjna (A.)? Aż mną zatrzęsło. Z przerażenia, że mój calkiem męski i ponoć seksowny głos stracił swą barwę i ton. Dopiero potem dotarł do mnie fakt, że jakiś idiota zamiast najpierw dobrze posłuchać audycji, to już w te pędy leci „na górę“ ze skargą, doniesieniem, ciekawością czy cokolwiek nim kierowało. Tym samym tylko siebie ośmieszając oraz niepotrzebnie zawracając kuper innym. Ale cóż, tak to zazwyczaj działa, że taki kochany bliźni zaślepiony nienawiścią, może zazdrością (dlaczego?, o co?... a cholera ich wie!...) nie zdaje sobie sprawy z własnego ośmieszania się. Na szczęście etykietkę wystawia sobie sam, dzięki czemu bywa rozpoznawalny z daleka. Poza nielicznymi desperatami, poświęcającymi całą swą krwawicę na zacieranie śladów własnej działalności jak najbardziej nie gospodarczej oraz robieniu z lubością innym pod górkę. Ileż to zmarnowanej energii, którą można by wykorzystać w znacznie chwalebniejszym i zacnym celu!

Gdyby tylko znaleźć kilka minut czasu więcej dla innego celu niż skupianie się na sobie samym, wszystko byłoby jasne. W czwartki prowadzę audycje tematyczne. Wczoraj również, aczkolwiek tym razem wyjątkowo tematyka nie dotyczyła muzyki. Poprowadzenie drugiej wespół zaproponowałem wczoraj dwom koleżankom redakcyjnym (A. i N.). Cóż, żądnym sensacji i dokopywania innym wystarczyło posłuchanie wyłącznie jednego głosu tercetu miejscowego, aby już knuć intrygę. To musiało trwać doprawdy kilka sekund, bo zazwyczaj podczas takich audycji odzywamy się chóralnie.

Skoro poszukiwanie emocji poza sobą, na zewnątrz jest tak popularne oraz jeśli ktoś posiada w sobie pustkę i żądzę wypełnienia jej bełkotem, to zapraszam do prześledzenia studium nienawiści tutaj. Pamiętajmy, że komentować należy "konstruktywnie", czyli zgodnie z punktem widzenia autorki. Wszystkim innym odradzam tę lekturę, może jednak skupmy się na życiu własnym niż innych. To zdecydowanie bardziej rozwija! (Przynajmniej mnie zawsze o wiele bardziej pociągało rozwijanie się niż zwijanie...)

18:52, ksanthos_trelos , 2. Audycje
Link Komentarze (2) »
sobota, 14 września 2013
Skarga

Wiedziałem, że będzie. Trochę już znam zagrywki tego typu ludzi i potrafię przewidzieć ich zachowanie. Długo czekać nie musiałem.

Zacznijmy od początku. Audycje tematyczne polegają na tym, że najpierw trzeba poświęcić sporo sił i kilkanaście lub więcej godzin, aby zebrać, a czasem jeszcze edytować materiał. Następnie się go nadaje, zawsze w tym samym dniu i o tej samej porze. Audycja jest układana od początku do końca i wypełnia cały czas na nią przeznaczony. Nierzadko nawet kolejność poszczególnych utworów ma znaczenie. Podczas audycji nie są spełniane zamówienia muzyczne słuchaczy. Bo nie wyobrażam sobie, aby na przykład któreś radio komercyjne podczas koncertu z muzyką choćby Chopina przerwalo go i nadało jakieś wredne umcy-umcy disko polo albo inną techniawkę. Dlaczego więc ja miałbym to czynić?... Zasady są jasne i kilkakrotnie powtarzane podczas każdej audycji. Bo jeden może słuchać po raz pierwszy, a inny nie potrafi zapamiętać prostych reguł.

Albo też nie chce zapamiętać i z premedytacją zaczyna narzucać własne. Tak zdarzyło się właśnie wczoraj. Piosenki są nadawane tak, że końcówka jednej nachodzi na początek kolejnej. To sprawia, że czasem pojawia się kilka dodatkowych, wolnych minut. Wobec czego postanowiłem zamówienie słuchaczki nadać, ale dopiero pod koniec audycji, po zakończeniu części tematycznej. Piosenka została do playlisty dodana i spokojnie oczekiwała na nadanie. To już stanowi pewne nagięcie zasad. Ale nie, księżniczka nie będzie czekać! I na dokładkę, aby jeszcze bardziej namieszać prezenterowi, pisze o tym pod koniec audycji. Dodatkowo twierdząc, że idzie sobie swego zamówienia posłuchać na YouTube. Ok, obowiązku słuchania mnie nie narzucam jeszcze. Aczkolwiek przyznaję, że lekko mną trzepnęło. Bo zamówienie było jeszcze jedno, od innego słuchacza, które spokojnie mógłbym nadać, gdyby mnie nie uświadomiono o tym na pięć minut przed zejściem z anteny. Wyraziłem swą dezaprobatę, starając się nikogo nie obrazić, a jedynie skomentować sytuację. Nic mi nie wiadomo, aby YouTube miało transmitować moją audycję na swoim portalu, a zatem słuchaczka oprócz gnuśnego grymaszenia i ostentacji dodatkowo jeszcze skłamała. Bo skoro stwierdziła, że idzie na YouTube słuchać czego chce, to jakim cudem usłyszała na antenie mój komentarz?

Swoją drogą bardzo się cieszę, że go usłyszała. I stąd skarga. Pełna dodatkowych kłamstw i pomieszania faktów. Czyżby manipulacyjka? W skardze padły też słowa, że owa słuchaczka jest stateczną i dorosłą osobą. Super, wobec tego powinna jak na tak dorosłą osobę przystało zachowywać się dojrzale. Cosik nie zauważyłem tego, ale może jestem zbyt roztrzepany...

Szefowa dotychczasowej umowy nie zerwała i poprosiła, abym nadal nadawał tematyczne audycje na dotychczasowych zasadach. A słuchacze mają się dostosować. Cóż, mnie w takim razie pozostaje się dostosować do wymogów szefowej... :)

01:18, ksanthos_trelos , 2. Audycje
Link Komentarze (4) »
Urodziny u rodziny (radiowej)

Rozważania o potworze drzemiącym słodko we mnie doprowadziły mnie w końcu do optymistycznych wniosków. Loch Ness miało swojego potwora i jakie popularne się zrobiło! Czemuż by zatem radio internetowe nie mogło mieć podobnej atrakcji... W końcu wszystkie tak przecież zabiegają o tę popularność... Tylko niektóre nie potrafią zatrzymać potwora u siebie, a potem biadanie i żal do caluśkiego świata. Poza sobą samym, oczywista.

Ale nie o tym chciałem... Dzisiaj wzięło mnie na wspominki. Dwie audycje urodzinowe.

Kilka notek niżej M. Grzesiak wspominał o tym, jaki wpływ miewa na nas przeszłość. Niektórzy z nas nie lubią świąt, takich czy innych. Dla innych dzień własnych urodzin bywa żałobą nie do pokonania przez całe dziesięciolecia. Bo gdy miałem lat szesnaście ukochany tatuś mnie poinformował, że lepiej byłoby, gdybym wcale się nie narodził. Teraz mam lat 46 i z uporem maniaka wspominam te szesnaste urodziny, nienawidzę tego dnia, nie obchodzę i pyskuję na prezenterów, którzy w ramach niespodzianki postanowili mi zagrać parę audycji urodzinowych. Nawet do głowy mi nie przyjdzie, że to świetna okazja, aby wreszcie przerobić sobie przeszłość i od tej pory wspominać te czterdzieste szóste urodziny przez następnych kilka dziesięcioleci. Jako wspaniały, prawdziwie świąteczny dzień, spędzony w gronie osób mi życzliwych. A gdzieżby tam... Zbyt wiele bym stracił, przecież to cierpienie pieczołowicie i z namaszczeniem wspominane przez 30 lat sprawia mi taką przyjemność! Przecież nie będę chronić wspomnień, które przynoszą mi ból. No chyba, żem masochista jaki...

Zatem Mateusz G. prawdę rzecze. W przypadku tego słuchacza kilkadziesiąt lat do tyłu w rozwoju emocjonalnym. Zamiast mądrego pana w średnim wieku mamy mentalnego 16latka w wieku lat 46. Ale faceci społecznie dojrzewają ponoć ogólnie później. Bądźmy więc dobrej myśli... :)

Drugi przykład. Chłopiec lat 12. Przeraźliwie smutny, bo w dniu urodzin zapomniała o nich jego własna matka... Rozżalony dzwoni do dobrze sobie znanej słuchaczki, ta informuje przypadkowo w prywatnej rozmowie prowadzącego akurat audycję Potwora. Chłopiec Internetu nie posiada. Potwór wiele nie myśląc nawija do i sobie znanej słuchaczki: - P., dawaj słuchawkę telefonu do głośnika! Kilka ciepłych słów i muzyczna dedykacja sprawiły, że na twarzy chłopca pojawił się szeroki uśmiech. :) Mam nadzieję, że w każde następne urodziny młodziutki F. będzie wspominał ciepło tę właśnie chwilę...

Tak niewiele potrzeba...

Tak niewiele potrzeba, by być Potworem. Tak niewiele czasem trzeba, by umieć przyjąć dar. I cieszyć się nim jak dziecko.

A Potwór, jak to Potwór, cieszy się po swojemu Z OBU podarków. :) Umiejętność skorzystania z nich pozostawiając już szanownym jubilatom. Rozpakowywać cudze prezenty nie wypada nawet potworowi (Potworowi takoż)...

...

01:17, ksanthos_trelos , 2. Audycje
Link Dodaj komentarz »
Kilka prawd o potworze

Tak się zastanawiam... Co Was zmusza, aby mnie czytać? Przymusu nie ma, obowiązku tym bardziej. Wolność wyboru przede wszystkim. Co więc zatem? To jakieś zaburzenie kompulsyjne czy insza przypadłość?

Właśnie! Wolność wyboru. O sobie decyduję wyłącznie ja, także pod względem chęci nie/utrzymywania kontaktu z tym czy innym delikwentem. Mam więc prawo zablokować kogoś, skoro mam taką fanaberię. I nie zamierzam przepraszać za to, że i pod względem kultywowania polskiej tradycji wojowania do upadłego też się wyłamuję. Mój wybór. Mam prawo? Jasne, że mam...

Z nowym sprzętem tak bywa, że po zainstalowaniu komunikatorów niektóre blokady pospadały. I tak znowu się zastanawiam... Jaka przemożna siła kieruje niektórymi ludkami, aby czyhać na taką okazję i bez zwłoki ją wykorzystać. Bezzwłocznie, bo zawsze można zostać zablokowanym ponownie. To by z kolei oznaczało, że delikwent nie odczuwa pokory, myślenie jest mu obce i bratać się nie zamierza. Trza wykorzystać chwilę, ulżyć sobie i nic ponadto.

Dostałem zatem wieść takiej oto treści: blokada nie zmieni prawdy jakbyś nie ręcił.... ile podlości trzeba w sobie mieć by wypisywć takie bredniie....to co robisz jest obrzydliwe jessteś ślizkim obleśnym potworem fuj (pisownia oryginalna, pośpiech aż nadto widoczny). Podstawowa sprawa - o CZYJEJ prawdzie mówimy? Ja piszę tylko o swojej. Druga myśl - skoro wypisywanie własnej prawdy jest brednią i podłością, to chyba chodzi o każdą prawdę, czyjąkolwiek. Bez sensu. Jestem przekonany, że delikwent sądzi, że to właśnie jego prawda jest najmojsza z istniejących. I za nic na świecie podła.

O potworze za moment. Czepnę się tylko tej obleśności. Nie przypominam sobie, abym w radiach internetowych, tym bardziej na ich czatach kiedykolwiek szukał miłości. Tej jedynej i wyśnionej. Co prawda na Strefie podrywał mnie jakiś gej, namolnie zapraszając do cudzej leśniczówki. Po wykorzystaniu właścicielki gajówki (gejówki?) w ramach dostarczenia nas na odludzie, a następnie w ramach przyjacielskiego długu nakazanie jej spadać z własnych włości na czas pobytu. Nie skorzystałem. Nieznana mi wcale właścicielka leśniczówki wspomnianej nic złego mi nie poczyniła, abym miał ją potraktować w taki sposób. No właśnie, w jaki? Podły? Bo w moim rozumieniu, przyjacielski na pewno nie... Najwyraźniej wypominana mi podłość zalęgła się we mnie znacznie później. A może to cholerstwo zaraźliwe jakie jest? Hmmm...

Potwora w sobie postanowiłem ostrożnie poobserwować oczami innych. By być co najmniej obiektywnym w ocenie własnej potworności. Poinformowałem więc licznie zgromadzonych słuchaczy, że mają do czynienia z potworem oraz że kontakt z nim może być bolesny, tudzież wzbudzający odruch wymiotny. No i się przeliczyłem, oczekując z zapartym tchem odpowiednich reakcji... :( Bo okazało się, że lud zgromadzony tego potwora we mnie wcale a wcale się nie boi. Coby ostatecznie dotarło do mojego małego móżdżku, że sam jeden nawet obrzydliwie oślizgły i obleśny ponoć potwór nie ma żadnych szans z tłumem rozbawionych słuchaczy, dostałem w pysk żartobliwą rymowanką, którą pozwolę sobie zacytować. Kazdy potwor - nie ma na to rady - wychodzi z szafy, z najglebszej szuflady i nie ma co plakac i szlochac, lecz trzeba potwora pokochac! Pochodzic z nim troche pod reke, pozyczyc mu buty, przeczytac mu bajke lub dwie (no chyba ze ksiazke nam zje). Gdy ryczy nie dziwic sie wcale, lecz mowic: - Ach! Ryczysz wspaniale! I wołać: - Potworze! Kochanie, zagraj nam cos na powitanie.

Teraz znowu się zastanawiam - już się załamać czy może jeszcze podszkolić się w sztuce potworzenia. A swoją drogą, jacy ci słuchacze dziwni bywają. Tak różne prawdy na temat jednego potwora... I bądź tu mądry!

01:14, ksanthos_trelos , 4. Inne
Link Komentarze (4) »
Ostre scyzoryki, stępiona etyka

Nie lubię zmieniać radia. Jeszcze bardziej nie lubię zmieniać innych ludzi. To zadanie wsteczne dla ich rodziców. Wsteczne, bo na wychowywanie dorosłych ludzi już nieco za późno. Nie chcąc zatem naprawiać błędów wychowawczych popełnionych na cudzych pociechach trzeba czasami wybrać tzw. mniejsze zło i zmienić radio.

Do pierwszego nie zapałałem miłością od pierwszego kliknięcia. Białogłowy były jednak tak napalone na potencjalną nową parę portek, że - jako ten prawdziwy chłop - uległem niewieścim wdziękom, godząc się na audycję gościnną. Audycja gościnna w radiu Fix zaczynała się całkiem przyjemnie. Niestety wygłodniałe słuchaczki na swej radiowej czaterii w miarę pozbywania się niejakiej nieśmiałości wobec nowego prezentera, sukcesywnie pozbywały się w czatowych emotkach części swej domniemanej garderoby. Słuchaczki wymachujące cyckami i kuprami na oznakę dobrej zabawy niestety nie zyskały mej aprobaty. Poczułem zniesmaczenie i zacząłem się zastanawiać, czy ja czasem nie nadaję w strefie czerwonych latarni. No cóż ja na to poradzę, że zdecydowanie wolę bardziej kameralne radyjka...

Po niefortunnej goścince znalazłem radio dla siebie, ale z dołączeniem doń postanowiłem poczekać do czasu wzbogacenia się w nowy sprawny sprzęt. Czekania troszkę było, parcie na nadawanie też, więc na chwilę dołączyłem do Scyzoryków. Od początku było wiadomo, że - przynajmniej dla mnie - to radio przejściowe. Taki czasowy wypełniacz. Tym bardziej dziwić może pożegnanie, jakie dostałem od szefostwa. Może dlatego zrobiła się atmosfera rodem spod marnej budki z piwem, że pozwoliłem sobie skrytykować dziwną dla mnie sytuację. Otóż licznik słuchaczy codziennie wskazywał ogromną ich liczbę, ale ani na czacie radiowym ich nie było (poza codziennym TWA), ani nigdy nie pisali na konsolkę pozdrowień. Gdzie więc ci słuchacze? Co więcej, liczba stałych bywalców czatowych jak zwykle była ruchoma, ale licznik uparcie wskazywał tę samą ciągle ilość. Skoro trzy osoby przybyły na czat, to i licznik słuchaczy powinien ruszyć i zmienić ich liczbę. Dziwne doprawdy... No cóż, scyzoryki postanowiły ukarać mnie za mą niewyparzoną klawiaturę i ostrym jak skalpel ostrzem mi przejechać, pokazując przy okazji swoją prawdziwą klasę. Otóż zagrożono mi policją, jeśli cokolwiek gdzieś o radiu napiszę. Uświadomiono mnie też posiadaniem mojego IP; ło, jaka radocha, mamy cię! Następnie na antenie zbluzgano mnie na czym świat stoi. Nie jestem pewny, czy w ten sposób wystawiono opinię mnie, czy samym sobie; ale to już nie mój problem. Czasy pewnie też się zmieniły do tego stopnia, że więzienia są zapełnione krytykami filmowymi, muzycznymi, teatralnymi. Bo kulturalna krytyka jest już karalna. Natomiast art. 212 § 1 i 2 Kodeksu Karnego oraz art. 190 § 1 k.k. od dawna zniesione. Tia... Jeśli mogę, radziłbym przed zgłoszeniem sprawy na Policję nawiązać współpracę z ZAiKSem. W końcu to mnie radio chce ukarać za dezercję, a nie siebie. No, chyba, że ja czegoś nie rozumiem...

Całkiem podobnie przedstawia się sprawa z naszymi starymi znajomymi. Jeśli jakieś radio posiada radiowy czat, zazwyczaj zakazuje na nim reklamować inne radia. Także własnym prezenterom. Bo rywalizacja, konkurencja i takie tam. I tutaj nasza stara znajoma Strefa Hitów również postanowiła się wyłamać. U nich nie wolno, ale im już wolno. I to przez własną prezenterkę. Oj, nieładnie, nieładnie... Prezenterka owa w odpowiednim miejscu została zbanowana. Żywimy nadzieję, że żalu nie posiada, bo lojalność przede wszystkim i równe zasady dla wszystkich. Gdzieniegdzie jeszcze taki przeżytek funkcjonuje. Szkoda i dziwi, że nie w tych radiach, które chciałyby zabłysnąć...

01:12, ksanthos_trelos , 1. Radia
Link Dodaj komentarz »
...Inni i ja

Już wiele lat temu powtarzałem, że psychologia powinna być obowiązkowym przedmiotem w szkołach, poczynając od pierwszych klas podstawówki. Może wtedy nasze następne pokolenia byłyby - poprzez umiejętność budowania i utrzymywania zdrowych relacji - bardziej oświecone i szczęśliwsze...

Mateusz jest niesamowity. Opowiada barwnie, wplatając w swe wypowiedzi wstawki humorystyczne czy anegdotki wyniesione z własnego doświadczenia. Jeśli poświęcimy mu chwilkę, nie będzie to czas stracony. Więcej - będzie to wspaniała rozrywka połączona z odrobiną wiedzy, która może przydać się każdemu.

Warto posłuchać do końca.

...

01:09, ksanthos_trelos , 4. Inne
Link Dodaj komentarz »
Strefa manipulacji

Tak się zastanawiam, jak niewiele, jeśli w ogóle, trzeba mieć szacunku wobec siebie samej, aby pozwolić sobie na aż taką hipokryzję. Sytuacja była do przewidzenia. Mnie też onegdaj proponowano urlop do czasu, aż sprawa ucichnie. Od kilku dni wróbelki ćwierkały, że zanosi się na te zmiany. Nie myliły się...

A zatem sprawa ucichła. Nikt już nie pamięta decyzji Grace o wyrzuceniu z radia Lady Wampirzycy bez prawa do powrotu. Skoro nikt nie pamięta, to długo wyczekiwany powrót mógł wreszcie nastąpić. Słuchacze i prezenterzy wyciszyli emocje. Ci ostatni od początku obstawali o pozostawieniu Lady w ekipie, byle na równych prawach. Niech tak się stanie. Radiu nadal życzę dobrze, bo jakiś sentyment pozostał. Nie wróżę jednak dobrze, choćby z tej prostej przyczyny, że na samym szczycie tej piramidy brakuje Prawdy...

Ciągle nie potrafię sobie wytłumaczyć, dlaczego tak wielu prezenterów oraz słuchaczy „mojego“ byłego radia, nawet tych, których nie mam na moich prywatnych listach kontaktów, przychodzi słuchać mnie w innym radiu. Nie zaprzeczę - jest to bardzo miłe, lecz dość dla mnie niepojęte. Tak sobie myślę, może ludzie nie lubią być oszukiwani... Może nie czują się dobrze w roli kostek w pewnej układance... Nie mnie o tym sądzić...

Najsmutniejsze jest to, że wymuszone przez Grace przeprosiny były częścią gry, tak samo jak krokodyle łzy wylewane hektolitrami nad skrzywdzeniem jednej swojej byłej prezenterki przez inną, która teraz wraca do łask.

Trick się udał. Radio gra. No i w końcu o to chodzi. A choćby i kosztem skandalu, przy którym Doda może się tylko zarumienić...

01:08, ksanthos_trelos , 1. Radia
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8